Friday, December 10, 2004

kierunek poludnie

najpierw cierpi zadek. potem troche bolu w plecach, a zaraz potem kolano mowi 'dosyc' wspinaczkom rowerowym. w koncu wszystkie te przeklete robale ssace hektolitry krwi czego rezultatem sa nagle nocne zrywy szalonego drapania po nogach. tak, to wlasnie sa te najpiekniejsze chwile rowerowej wyprawy na polnoc :-) ach, zeby przypadkiem nie pominac praktycznego zmiecenia z drogi przez wiatr i zalapania tzw przemoczonej wloszki po calym dniu cyklowania w nieustajacym deszczu...
jak powszechnie wiadomo, po takich doswiadczeniach moze byc juz jedynie lepiej. tak wlasnie bylo w naszym przyopadku. nina, urugwajska maniaczka cyklowania i ja - praktycznie zalapalysmy bakcyla wlasnie po tych wszystkich atrakcjach, w rezultacie czego, po krotkiej przerwie w auckland uderzamy dalej na poludnie. to oznacza DUZO wieksze wspinaczki (przezywane przeze mnie ROBIENIEM DUZEJ MAMUSKI) i brudnych, szorstkich nieasfaltowek. ale to jest cena ktora mamy zamiar zaplacic za niesamowite widoki, opustoszale plaze i trekking po dwoch parkach narodowych. mam nadzieje ze podolamy wyzwaniu...i ze nina wytrzyma moje przypominajace dyktature rzady :-)
znow troche fotek
rozpoczelam tez nowy slad od strony czyli PEOPLE AROUND THE WORDS ktory bedzie przede wszystkim polegal na slodkich plotkach za plecami poznanych przeze mnie po drodze szalencow, ciekawcow i wszelkiej masci tulaczy. na razie jednak bedzie ona jedynie angielska :-(

...zapewne duzo sniegu w polsce?

0 Comments:

Post a Comment

<< Home